Książki Tomasza J. Kosińskiego o Słowiańszczyźnie

Baner z książkami Tomasza J. Kosińskiego

Burgundowie – słowiańskie znaczenie imion

Gundahar

Burgundowie, a właściwie Burgodowie (Burogoci), czyli synowie wiatru północnego, to potomkowie boga Bura – Boreasza, podobnie jak sąsiadujący z nimi Burowie. Najstarsze potwierdzenia ich siedzib wskazują na Wielkopolskę, choć niektórzy przyjmują, że dotarli oni tam z wyspy Bornholm.

Warto tu zauważyć, że to Polaków w anglosaskim zwą Pole, czyli tak samo jako pole – biegun północny. Dziwnym trafem też niem. burg – osada, miasto to odpowiednik słowiańskiego pola, opola i gr. polis, choć związane jest też z wyrazem berg – góra, a ta z kolei z breg – brzeg, skarpa. Nawet Wikisłownik podaje etymologię imienia Boreasza od słowiańskiego słowa góra – bora.

Nie trudno zauważyć, że jeśli przyjmiemy zniemczoną wersję ich etnonimu, jaką obecnie znamy, Burgundowie, a nie pierwotną – Burgodowie (Burogoci – północni Goci), to można ją też przetłumaczyć jako Polanie, bo jak wspomniałem niem. burg – miasto, to sł. pole, opole – osada, gród. W tym ujęciu byliby to zatem Grodzianie, czyli ci, co budują grody i w nich mieszkają.

Pisze o tym także Roman Trojanowski na swoim blogu: https://romtroy.blogspot.com/2016/07/polacy-co-oznacza-ta-nazwa.html?m=1

Bor oznaczało także wojownika, walkę, bój (bor = boj), stąd mamy czasownik “borykać się” i pochodne od niego imię Boresław, które przeszło w Bojesław i Bolesław. Przy takim rozumieniu Burogoci byliby Walczącymi Gotami.
Wyraz “bor” – bur, bór oznacza też las sosnowy, a Borowy to strażnik, obrońca tego boru.

Prześledźmy zatem znaczenie i etymologię imion pierwszych znanych burgundzkich władców, przed czasem panowania nad tym ludem dynastii Merowingów i Karolingów, wśród których zresztą też jest sporo imion ze słowiańskimi rdzeniami, które jednak już na tyle uległy zniekształceniom zarówno w pisowni, jak i wymowie, a także uzyskały nowe znaczenie i rozumienie, że można mówić już o nowosłowiach innego języka.

Miana Burgundów też zresztą wyglądają na fazę przejściową, zarówno w tworzeniu się nowych słów w kształtującym się języku staroniemieckim, na bazie m.in. starosłowiańskiego, a nie odwrotnie, jak twierdzi wielu językoznawców, ulegających wpływom niemieckiej lingwistyki i jej wykładni z czasów zaborów, a także powstawaniu odrębnego etnosu, który, jak wiemy, niebawem został wchłonięty przez Państwo Karolingów, by niedługo później dać początek dwóm różnym narodom – Francuzom i Niemcom. Ten proces dojrzewania obu etnosów trwał dość długo i wraz z funkcjonowaniem oddzielnych państw klarowały się też odmienne języki narodowe, w kolejnych wiekach ulegające naturalnym lub sztucznym modyfikacjom (reformy językowe).

Poniżej prezentuję wykaz pierwszych władców Burgundów wraz z omówieniem znaczenia i pochodzenia ich imion:

Gebicca (Gjúki, Gifica, Gibica, Gebicar, Gibicho, Gippich), czyli Gębicz, Gębica, Gębicho. Król do roku 407.

Gundomar I (Gundimar, Godomar, Godemar, Gernot, Guthormr), czyli Godzimir, Godamir, bo gunde = gode. Lata panowania 407 – 411. Słowo *god jest słowiańskie i oznacza *godzić, dogadzać, stąd Godebog – bóg urodzaju oraz Gody – święta na zakończenie roku z modłami o urodzaj w nowym, a obecnie to rocznica ślubu, a także ros. god – rok.

Giselher (Gislaharius), czyli dosłownie Gęśloariusz, tj. Sławny Arianin, bo gęślarz zajmował się sławieniem bohaterskich czynów junaków. Panował w okresie 407 – 411.

Gunther (Gundahar, Gundaharius), czyli Godariusz, Boży Arianin, bo gunde = gode. Rządy w latach 407 – 436.

Gunderyk (Gundioc, Gundowech), czyli Goderek, Godziwicz, Godewit, bo gunde = gode. Władca z lat 436 – 473.

Chilperyk I, czyli Władyka, Władek, Waldek, Władczy Rycerz, bo chilp = hild, aldi, waldi, wladi, wald, wlad. Królował w okresie 473 – 480.

Gundobad, inaczej Gondebaud, Gondovald, czyli Godewład, Godziwład. Rządził w Lyonie (473 – 516).

Chilperyk II, czyli Władyka. Władał w Valence (473 – 493).

Gundomar – Godzimir.  Panował w Vienne (473 – 486).

Godigisel, łac. Godigisclos, Godegisilus, czyli Boży Gęślarz, tj. Godzisław, sławiący boga. Królował w Genewie (473 – 500). Imię takie samo jak sławnego władcy Wandalów sprzed wieku.

Sigismund, znany jako Święty Zygmunt, którego imię powstało od rdzeni *sięga – siąg, osiągnięcie, zwycięstwo, wysokość oraz *mund – mundry, mędrzec, czyli to Wielki Mędrzec. Może to przydomek po jego przejściu z arianizmu na dogmatyczne chrześcijaństwo w wydaniu zachodnim, znane z czasem jako katolicyzm. Rządził w latach 516 – 523.

Godomar, czyli Godzimir. Panował w okresie 523 – 534.

Jak widać nie tylko Wandalowie, Swewowie (Sławowie), czy Longobardowie mieli słowiańskie imiona. Pod wpływem zniekształceń w łacińskich zapisach wyglądają one z pozoru obco, ale mają swój czytelny słowiański rodowód. Możliwe, że to właśnie poprzez takie zniekształcenia w pisowni i wymowie powstał język protoniemiecki (zwany starogermańskim), którego bazą był zasób słowiano-sarmackich słów z domieszką celtyckich i skandynawskich (też zresztą posiadających wiele słowiano-sarmackich zapożyczeń).

Wiele wskazuje też na to, że dany etnos ludów uznawanych za germańskie, czyli w rozumieniu akademickiej nauki – praniemieckie, kształtował się na bazie zarówno zmian językowych, podziałów plemiennych, walk o dominację i wpływy, migracji i podbojów, akulturacji (romanizacji, germanizacji) i asymilacji, czy też tylko zwykłych historycznych nieporozumień lub celowych przekłamań.

Kto wie czy Goci, Gepidzi, Burgundowie, Swewowie (Sławowie), Longobardowie, Wandalowie i inne ludy uznawane za germańskie lub nawet w węższym ujęciu – teutońskie, czyli według uniwersyteckich uczonych – nie słowiańskie, nie były sojuszem sarmacko – słowiańskim, z pewnym udziałem substratu skandynawskiego i celtyckiego.

Pamiętajmy też, że migracje miały głównie charakter konieczności życiowej, wynikającej ze zmian klimatu, tradycji kulturowej, czyli szukania miejsca dla siebie przez młodszych synów bez praw do ziemi przechodzących jedynie na pierworodnego, czy naporu innych plemion. W trakcie takich wędrówek dochodziło do lokalnych, międzyplemiennych sojuszy w celu zdobycia przewagi bojowej. Dlatego jednoznaczne ustalenie etniczności poszczególnych ludów wydaje się bardzo trudne, gdyż mogą one obejmować reprezentantów różnych plemion, które gdzie indziej tworzyły silne, odrębne od siebie etnosy.

Jedno dla mnie wydaje się coraz pewniejsze to fakt, że język sarmacko – słowiański, czy właściwie ario-słowiański, był prajęzykiem dla wielu ludów euroazjatyckich. Co więcej, śmiem twierdzić, że język prasłowiański ukształtował się na bazie ario-słowiańskiego dużo wcześniej niż tzw. praniemiecki. To samo dotyczy także powstania etnosu prasłowiańskiego i praniemieckiego, który w czasach rzymskich obejmował swym zasięgiem olbrzymi obszar Germanii, Sarmacji i południowej Skandynawii.

Burgundów uważa się za lud germański, tylko dlatego, że weszli oni do Galii z Germanii oraz na podstawie analiz językowych ich imion i nazw własnych z terenu ich przebywania, które jak wiemy powstały w okresie tworzenia podstaw lingwistyki przez niemieckich językoznawców, tłumaczących wszystko na swoją modłę, gdy Polski nie było na mapie świata.

Obecnie Burgundia to francuski region słynący z dobrego wina – burgundu. Mało kto wie jednak skąd pochodzi i co oznacza ta nazwa.

Tomasz J. Kosiński
22.03.2020

Etnonim Słowianin nie oznacza niewolnika

Sprzedaż germańskich niewolników

Niech mi ktoś logicznie lub naukowo wytłumaczy, bo ja głupim turbosłowianinem jestem, jak to niby miała powstać w Rzymie nazwa etnonimu “Sclavus” – Słowianin od słowa “sclavus” mającego oznaczać “niewolnika”, co twierdzą nasi historycy i publicyści na portalach historycznych wyznający jednocześnie allochtoniczną teorię późnego przybycia Słowian do Europy Środkowej, skoro Rzym upadł pod koniec V wieku, a wraz z tym faktem przestano używać klasycznej łaciny, w której takie słowo nie istniało, a niewolnika określano terminem “servus”?

Przecież oficjalnie Rzymianie nie kontaktowali się ze Słowianami, którzy mieli przyjść znad Dniepru w VI wieku. Niewolnikami w Rzymie byli zatem Germanie i czemuż to od ich nazwy nie powstało łacińskie słowo “niewolnik”, tylko wmawiają nam, że nazwa Germanie oznacza z łaciny “braci” Rzymian. A gdzież to w klasycznej łacinie figurowało słowo “germanus” oznaczające “brata”, bo ja o tym nic nie wiem? W bajkę, że to przejęta celtycka nazwa też nie uwierzę, bo mi logika mówi, że Rzymianie raczej nie uważali Germanów za braci, więc nie używali by z pewnością wobec nich określenia o takim znaczeniu, pozostawiając to co najwyżej Celtom, którzy nota bene z Germanami też wojowali nie za bardzo po bratersku. Poza tym Rzymianie mieli sporo swoich słów, którymi nazywali inne ludy i nie musieli adoptować celtyckich, czyli wrogich Rzymowi. Co najwyżej nadawali obcym wyrazom swoje znaczenie nie rozumiejąc ich pierwotnej etymologii. Tak właśnie najprawdopodobniej było w przypadku obco brzmiącej nazwy Sławów, którą Rzymianie mogli przyjąć do swego języka, jako “Sclavus”, tłumacząc ją sobie po swojemu, o czym za chwilę.

Faktem jest, że w klasycznej łacinie to słowo “servus”, a nie rzekome “sclavus” oznaczało niewolnika i nie było potrzebne nowe. Ale jednak niektórzy uczeni twierdzą swoje.

Zatem albo Rzymianie łapali słowiańskich niewolników w pierwszych wiekach naszej ery gdzieś na bagnach prypeckich, czyli nieprawdą jest, że nie mieli z nimi kontaktu, albo łacińskie słowo “sclavus” nie oznaczało niewolnika. Może też jest to dopiero średniowieczny wymysł propagandowy powstały w okresie po upadku Rzymu w obliczu wojen z wolnymi Słowianami lub jeszcze dużo późniejszy zabieg polityczny.

Chciałem też zauważyć, że słowo “clave” w łacinie oznacza klucz, “sclave” to zatem “z klucza”, skąd mamy “conclave” – pod kluczem i naszego “klawisza” więziennego. Włoskie “klucz” to natomiast “chiave”, a niewolnik trzymany pod kluczem to “schiavo” . Słowianin to jednak po włosku “slavo”. Czyli akurat we włoskim te dwa terminy są różne, tak więc to nie Włosi, jako potomkowie Rzymian maczali palce w tej brudnej gierce na słowa. Kto zatem i kiedy coś tu namieszał?

Nie chcę się mądrować, ale wygląda mi to na robotę cwanych Franków i cesarzy bizantyjskich, czyli niewolniczej mafii. To oni budowali swoje potęgi na handlu ludźmi. Zaczęli się też zajmować etymologią do celów politycznych, tłumacząc wszystko na swoją modłę i tworząc neologizmy, co od dawna jak wiemy uwielbiają robić też niemieccy lingwiści. Obcobrzmiącą i niezrozumiałą dla nich nazwę Sławów skojarzyli więc z łacińskim “kluczem” i im pięknie wyszło pogardliwe określenie uwielbiających wolność Słowian, których ciężko im było podbić. Zaczęli więc walczyć na słowa, intrygi, przekupstwa, itp. Na podobnej zasadzie my nazywamy Niemców niemowami, a paskudne robaki prusakami.

Jak jestem w błędzie to niech mi ktoś pokaże jakieś wiarygodne dokumenty, z których jasno wynika, że w Rzymie “sclavus” oznaczało niewolnika, albo, że Piastowie handlowali żywym towarem. I nie mówimy tu o aranżowanych małżeństwach z obcokrajowcami jako dowód sojuszu czy zasadzie przekazywania zakładników jako gwarantów pokoju, ani przetrzymywania jeńców wojennych przez jakiś czas, ale o handlu ludźmi dla zysku.

A zanim rozpoczniemy dyskusję na ten temat warto przeczytać chociażby co pisał o tym Mariusz Agnosiewicz

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10137

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10221

Agnosiewicz co prawda nie za bardzo wie skąd się wzięła etymologia wyrazu “sclavus”, ale przynajmniej słusznie zauważa, że zlanie obu słów nastąpiło w czasie rozwoju Państwa Karolingów. Przyjmuje on opcję, że nowe łacińskie słowo jest pochodne od etnonimu Słowianina jako popularnej nacji niewolonej podczas pochodu chrześcijaństwa, z wyłączeniem państwa Piastów, a nie jak wielu językoznawców twierdzących, że było odwrotnie i to etnonim “Słowianin” ma według nich pochodzić od łac. “sclavus” mającego oznaczać niewolnika.

Według mnie nie doszło jednak do żadnego zlania słów, ale zaczęto używać niezrozumiałego dla łacinników i Bizantyjczyków etnonimu “Sclavus” (Sław+us, przy czym w łacińskim zapisie “cl” ma wyrażać nie istniejące w tym języku “ł”, czasem używano do tego też liter “u”, stąd Sueb lub Suev, gdzie “b” lub “v” zastępowało z kolei nie istniejące “w”) do słowiańskich niewolników – jeńców wojennych z czasów podbojów Karola Wielkiego i Ottona I. Najpewniej doszukiwano się w tej obco brzmiącej nazwie łacińskiego “clave” – klucza, co kojarzono z niewolą. Dlatego to słowo przyjęło się w takim rozumieniu na terenach i językach ludów zajmujących się handlem niewolnikami oraz podległych Cesarstwu Zachodniemu i Wschodniemu, nie bez udziału zresztą wojennych propagandystów, kronikarzy, biskupów i całej machiny wojującego chrześcijaństwa.

W innych krajach niewolnik to “rab”, stąd “rabunek” jest napaścią w celach pozyskania jeńców jako niewolników przeznaczonych głównie na handel, czym zajmowali się nasi “szlachetni sąsiedzi”, ale – jak udowadnia M. Agnosiewicz – nie Piastowie i ich przodkowie Lechici.
Może więc barierą tworzącą podziały wśród ludów ario-słowiańskich była akceptacja lub odrzucenie niewolnictwa. Jedni potrafili szanować tradycję i naturalne prawo do wolności ludzi, a inni pod wpływem obcych kultur zdradzili te ideały sprzedając siebie i swoich rodaków. Umiłowanie wolności i prawa każdego człowieka do niej, nawet jeńca, to jedna z podstawowych zasad moralnych naszych przodków, jakże widoczna również w czasach Rzeczpospolitej, a nawet dziś. Niejeden kronikarz pisał, że Słowian nie da się zniewolić. Jeńcom po pewnym czasie odbycia kary za wrogą wojaczkę zwracano wolność lub pozwalano zostać w plemieniu na równych prawach, na co akurat jest wiele poświadczeń historycznych. Nawet Chrobry zwrócił Ottonowi III wszystkich pojmanych wcześniej jeńców saskich, co oznacza, że ich nie przehandlował.

Warto też przeczytać jakie imiona nosili niewolnicy w Rzymie, gdzie nie ma nawet wzmianki o jakimś słowie “sclavus”, jest natomiast dużo o servus, serva, poer, por.

https://ancient-rome.info/ancient-roman-slave-names-and-slavery/

Skoro w Rzymie nie mogło być słowiańskich niewolników tylko germańscy, to należy odrzucić tezę, że słowo “sclavus” kiedykolwiek istniało w klasycznej łacinie.

Do greki bizantyjskiej, papieskiej łaciny średniowiecznej, a potem także do tworzących się języków francuskiego, hiszpańskiego, anglosaskiego i niemieckiego słowo “sclave” w znaczeniu “niewolnik” trafiło najprawdopodobniej dopiero od kronikarzy frankońskich.

W grece, podobnie jak i klasycznej łacinie, istniało bowiem inne słowo na niewolnika niż to podają nasi “mądrzy” historycy , a mianowicie δούλος, doúlos. Dopiero dość późno pojawiło się gr. sklavenoi  w znaczeniu niewolnicy (l.p. sklabe – niewolnik).

Niektórzy podają tu także arabskie określenie na Słowian “Sakaliba”, co ma rzekomo oznaczać również niewolnika, choć w arabskim używano do osób niewolnych określenia „eabd” lub w skrócie “abd” (Abdul). Sakaliba jednak wywodzi się od zrostu Sak+aliba, przy czym Sakami nazywano Scyto-Sarmatów, a człon „aliba” to ali (najwyższy największy, najdostojniejszy) oraz ba-, tj. skrót od „baba” – przodek, ojciec, przywódca (jak Alibaba). Zatem arabski etnonim Słowian odnosi się do ich pochodzenia od Saków (Scyto-Sarmatów) jako wielkich przodków, co nie ma nic wspólnego z niewolnikiem, a raczej wręcz przeciwnie.

Faktem jednak jest, że Rusowie, Bizancjum, Cesarstwo Zachodnie, Skandynawowie czy poddani Sasom Czesi, sprzedawali z słowiańskich jeńców głównie na rynek arabski, skąd sprowadzano inne towary. Z czasem podczas negocjacji handlowych nazwa etnonimu także dla przedsiębiorczych Arabów, nie dbających o skrupuły wobec niewiernych, zaczęła oznaczać pochodzenie tego żywego towaru, aż stała się synonimem niewolnika.

Wydaje mi się jednak, że komuś wcześniej wyraźnie zależało, by Słowian zacząć utożsamiać z niewolnikami i jeśli nawet przyjmiemy, że stało się to w naturalny sposób, jak uważa Mariusz Agnosiewicz, w czasach ekspansji chrześcijaństwa na słowiańskie ziemie i podbojach Karolingów, to “sclave” należy co najwyżej uznawać, jak wspomniałem, za określenie “słowiańskiego towaru”, jak tłumaczy zresztą Zenon Gołaszewski w swojej świetnej książce “Słowianie Północni”, a nie źródłosłów naszego etnonimu.

Jeśli natomiast ktoś twierdzi, że Słowianie byli niewolnikami w Rzymie i dlatego takie jest znaczenie ich etnonimu, to jednocześnie potwierdza relacje Kadłubka o walkach Lechitów, czyli Słowian z cezarami. Przeczy też wyraźnie oficjalnie wyznawanej teorii allochtonicznej, że Słowianie pojawili się w Europie Środkowej dopiero w VI wieku, co oczywiście jest bzdurą.

Zatem proszę się zdecydować panowie historycy, bo chcecie upiec Słowian na jednym ogniu kłamstw, ale czas tych durnowatych, propagandowych interpretacji rodem  z biurka Bismarcka już mija.

Trzeba też pamiętać, że to nie Słowianie pojawili się w VI wieku, ale tylko ich etnonim został wtedy odnotowany przez historyków w takiej formie. Nie ma natomiast żadnego poświadczenia historycznego, że przybyli oni ze wschodu, nikt o tym nie pisał. Ale naszym historykom, dla których źródła historyczne mają być najważniejsze, jakoś to nie przeszkadza w wyznawaniu teorii allochtonjcznej. Słowianie istnieli na naszych ziemiach od dawien dawna, ale znani byli Rzymianom i innym ludom pod różnymi nazwami, Wenedów, Wandalów, Sarmatów, a nawet po części Germanów, gdyż termin Germania to pojęcie geograficzno-polityczne, a nie etniczne, obejmujące ludy o różnym pochodzeniu, w tym teutońskim, celtyckim, sarmackim, czy wendyjsko-słowiańskim.

Czemu w przypadku Słowian wielu historyków nie wierzy Jordanesowi, który wyraźnie pisał, że Słowianie znani są pod trzema nazwami Wenedów, Sklawenów (Sławenów) i Antów, zaznaczającym przy tym jasno, że pierwotnie wspólną nazwą dla tego dużego ludu było określenie Wenedowie. O utożsamianiu Wenedów i Wandalów oraz innych ludów ze Słowianami pisało wielu średniowiecznych i późniejszych kronikarzy oraz historyków. Proszę mi powiedzieć kto natomiast w tym okresie pisał o Wenedach i Wandalach jako Germanach? Jedynie Tacyt pokazywał swoją ignorancję w temacie, bo nie wiedział czy zakwalifikować Wenedów do Germanów, gdyż budują chaty, czy do Sarmatów, którzy żyją na wozach. Wątpliwość wzbudzała w nim skłonność Wenedów do długich wędrówek, właściwych koczownikom, a nie ludom osiadłym. Później ci lubiący osiadły tryb życia Germanie mieli udać się na podbój Rzymu i wędrować po całej zachodniej Europie oraz północnej Afryce. Coś tu nie gra. Zwłaszcza, że wend to także rdzeń czasownika wendrować, wędrować (ang. wander, a vendor to handlarz, kupiec).

Załączam też ilustrację autorstwa Remy Cogghe pt. Verkauf germanischer Sklaven (ang. Sale of Germanic Slaves, pol. Sprzedaż germańskich niewolników), z 1854 roku, umieszczoną w publikacji “Zur gute Stunde” (Deutsches Verlagshaus Bong & Co, 1895), która jest prezentowana w wydaniu internetowym Encyklopedii Gutenberga z 2003 roku, ale już bez informacji, że to germańscy niewolnicy, tylko jacyś tam slaves. Tak właśnie Niemcy dbają o swój wizerunek, a “nasi” historycy i celebryci prześcigają się w rozprawianiu o Polakach i Słowianach jako niewolnikach, jakby za to wyszukiwanie ciemnych kart w naszej historii rozdawano tytuły i medale.

 

Tomasz J. Kosiński

17.03.2020

 

Longobardowie, czyli Winilowie – znaczenie imion

Alboin

Etymologia imion władców Winnilów (win – Wan, il – jasny), jak pierwotnie nazywano to plemię, które dla Adama z Bremy i Helmolda było jednym z określeń Słowian zachodnich, wskazuje nam prasłowiańskie pochodzenie ich znaczeń, co utwierdza mnie w przekonaniu, że język Scyto – Sarmatów, a tym samym pochodnych od nich ludów, jak Wenetów, Gotów, Wandalów, Winnilów, Sasów i innych był taki sam.

Longobardowie (według germańskiej legendy to Dlugobrodzi, choć barda to włócznia, co może oznaczać lud używający długich włóczni) pierwotnie byli przybyszami ze Skandynawii, prawdopodobnie odłamem Scytów, którzy tam trafili omijając Odrowiśle i Pribaltikę opanowane przez sarmackich Wenedów. Weszli oni na nasze ziemie tą samą drogą, co Sasi i Goci, też wywodzący się od Scytów, z którymi ludy sarmackie zawsze wojowały, jeszcze w czasach ich pobytu w Azji. Wygląda na to, że legendarnymi Wanami z sag byli Sarmaci, Wenetowie znad jeziora Wan, a Asami – ludy protoscytyjskie z Assyrii i Babilonii, być może pochodzące od Nemroda, który sprzeniewierzył się rodowi (stąd i jego przydomek). Dlatego odwieczne wojny między Asami i szlachetnymi Wanami, Sarmatami i Scytami, Polakami i Niemcami, mimo, że przed potopem i zatopieniem miasta Wan, które niedawno nurkowie znaleźli na dnie tego jeziora we wschodniej Turcji, a dawnej Wielkiej Armenii, był to jeden ród. Stąd wiele podobieństw kulturowo-językowych, ale według mnie akurat w językach słowiańskich zachowała się istota i prawda znaczeń, a w językach germańskich czy łacinie mamy uproszczenia, przekręcenia i nowe znaczenia oderwane od pierwowzoru, jak mund, mond to nie “mądry” tylko jakieś przejście.

1. Sceafa (Skifa – Scyta)
2. Aion (Jon – jasny On, według Długosza to Jan) i Ibor (jasny Bor), matka Gambara (aryjska gęba – twarz, usta, czyli to Arioustna).
3. Agelmund (Agilmund – Galamond, czyli mądra gała, głowa) – syn Ajona, król Longobardów na przełomie IV i V wieku.
4. Lamicho (Lamissio, Lamissone) – Łamichuć, przy czym *chuć to chęć, pożądanie od psł. xoteti, xuteti – chcieć. Z tym rdzeniem było wiele popularnych imion i nazw, jak Borhuć, Chociebor, Chociesław, Chociemir, Chociebuż. Nasz Lamichuć to inaczej Łamignat, bo chuć należy czytać jako żądny, a łam – łamanie, czyli walka.
5. Ortnit (Hertnit, Hertnið, szw. Herding, Herdink, łot. Hervitus, niem. Hartnid, ros. Gertnit, jego wujem był Ilja czyli Najjaśniejszy. Hervitus wskazuje nam etymologię tego imienia, czyli Najwyższy Pan, bo her to góra, wysokość, a vit to pan.
6. Lethu (Lethus, Lethuc) – Letchuć, Letuć, czyli pragnący lata, wielbiciel słońca. Protoplasta dynastii Lethingów (łac. Letingi). Leto była matką Apollona w Hiperborei. Ang. Pole – Polak, polaris – gwiazda północy.
7. Aldihoc (Hildehoc – Władychuć bo aldi, hilde, ald, wald to przekręcone wlad – władca) – król Longobardów w drugiej połowie V wieku
8. Godehok (Godehoc – Godechuć) 480-490
8. Claffo (gr. kleptes – złodziej, uzurpator), zapewne to tylko bizantyjski przydomek
9. Tato – tata, ojciec
10. Unichis – un, an, on to niebo oraz określenie Swaroga, twórcy słońca. Czyli to Unichuć – wielbiciel Swaroga.
11. Wacho (Waccho; Waldchis – Władychuć, czyli żądny władzy. Król Lombardów 510-539. Ten przydomek zapewne nadano mu po tym jak zabił króla, swego wuja Tato. Z gepidzką żoną Austrigusą (Ostrogęsią) miał 2 córki Wisigardę (panią grodu), która wyszła za mąż za Theudeberta I (brata ludu) z Austrasii (wschodniego lądu) i Waldradę (rada władcy) zaślubioną z Theudebaldem (władcą ludu) także z Austrasii.
12. Walthari (Waltheri, łac. Waltharius – Wielki Aria) syn Wacho z trzeciej żony Silingi (Silnej), król Longobardów w latach 539 to 546
13. Audoin, Alduin lub Auduin – ald to wlad, a oin i uin to skrót od boin, woin – wojak, czyli to władca wojów. Król Longobardów w latach 546–565, który wprowadził Longobardów do Panonii.
14. Alboin (jasny woin, bo alb to alv – ołów, czyli to jasny wojak) – król Longobardów, zdobywca Włoch, panował w latach 565-572.
15. Klef, Klep (gr. kleptes – złodziej, uzurpator) – król Longobardów w latach 572 – 574 (lub 573 – 574) z rodu Beleos (bel – biały, północny, wielki).
16. 10 lat bezkrólewia.
17. Autaris (gr. aut – sam, samowładny Aria) – syn Klefa, król Longobardów 584-590.
18. Agilulf – Galaulf, co znaczy jasna gała, czyli głowa, bo ulf to alv, czyli ołów, srebro, cyna, tj. jasny skarb. Król Longobardów w latach 591–616.
19. Adaloald (również Adalwald, Adulubaldus) – Ladowlad, czyli władca ładu, porządku – król Longobardów od 616 do 626.
20. Arioald (również Aroal, Charoald, Ariopalt, Ariwald), czyli Ariowlad, tj. Władca Ariów – król Longobardów od 626 do 636.
21. Rotar – rota to przysięga na ród i  tutaj raczej chodzi o to słowo, czyli to rodowity Aria. Król Longobardów od 636-652.
22. Rodoald (lub Rodwald, czyli wlad, pan rodu) – król Longobardów w latach 652–653. Syn Rotariego.
23. Aripert I (również Aribert, tj. brat Aria) – król Longobardów w latach 653-661. Przyjął katolicyzm i może stąd przydomek brata (pert, bert – brat), jak się mówi do dziś na zakonników.
24. Godepert (również Gundipert, Godebert, Godipert, Godpert, Gotebert, Gotbert, Gotpert, Gosbert lub Gottbert, czyli brat Goda – boga godzącego, godzić – darzyć) – król Longobardów w 661.
25. Grimoald I (władca gromu) – król Longobardów w latach 662–671.
26. Perktarit (również Berthari, brat Aria) – król Longobardów w latach 661–662, a następnie w okresie 671–688.
27. Alahis (688–689) – Alachuć, ala to aria – szlachetność, szlachta, czyli to szlachetny wielbiciel.
28. Cunincpert (688–700), wygląda, że to od kunnik, konik, konnik, czyli jeździec, pert, bert – brat.
29. Raginpert (również Raghinpert lub Reginbert). Łac. regina – królowa, czyli to brat królowej. Książę Turynu, a potem krótko król Longobardów w 701.
30. Aripert II (również Aribert, czyli Ariobrat) – król Longobardów w latach 701–71
31. Liutpert lub Liutbert, od luty – srogi i pert, bert – brat. Król Longobardów, z przerwą, w latach 700–702.
32. Ansprand, od prand – prąd, popularne nazwisko Prędota – bieg rzeki. Babilońskie, czyli prasłowiańskie *an – niebo, stąd ang. angel – anioł. Czyli imię oznacza niebiański prąd, nurt, ród. Król Longobardów. Panował przez krótki czas w 712 roku.
33. Liutprand (z prądu, rodu srogich) – król Longobardów w latach 712–744.
34. Hildeprand – z prądu, rodu władców, bo hild, ald, wald to wlad (744).
35. Ratchis – rat, rad to rod, a chis to chuć, chęć, pragnienie, uwielbienie, czyli to wielbiciel rodu. Król Longobardów (744-749).
36. Aistulf lub Astolf – Jasny As, bo ulf, olf – ołów, skarb, jasny. Król Longobardów (749-756).
37. Dezyderiusz, od łac. desiderius – upragniony, co jest właśnie odpowiednikiem słowiańskiego słowa chuć, chęć, obecnego w imionach poprzedników, jeszcze przed romanizacją Longobardów. Ostatni król Longobardów, panujący w latach 757-774.
38. Następny był Karol Wielki, który podbił ich królestwo i się ogłosił królem Longobardów, więc romanizacja nie wyszła im na dobre.

Tomasz J. Kosiński
09.03.2020

Polanie na Puli, czyli Istria to Panonia

Retia i Vindelicia

Pula (wł. Pola) to znana miejscowość turystyczna na Półwyspie Istria w Chorwacji. Wielu Polaków podziwiało pewnie tamtejszy amfiteatr rzymski, podobny do Koloseum.

Zobaczmy co jest w łacińskiej (nie włoskiej) wersji na temat Puli: Pietas Iulia seu Pola (alia nomina: Polensis Civitas) (Croatice: Pula; Italiane: Pola) est urbs Croatiae ac municipium, in regione Histriana et in Histria historica ac geographica terra, situm. Incolunt urbem 62 378 (anno 2006). Urbani Polenses vel Polani appellantur.[1]

Coś Wam przypominają takie wyrazy jak Pola, Polensis, Polenses, Polani?

Tradycja grecka przypisywała powstanie Polai Kolchidanom[2], którzy ścigali Jasona w północnej części Adriatyku, nie byli w stanie go złapać i ostatecznie osiedlili się w miejscu, które nazywali Polai, co oznacza „miasto schronienia”. Może pamiętacie z mojej książki „Rodowód Słowian”, moje sugestie, że mit o wyprawie Argonautów może dotyczyć wykradzenia przez Greków Słowiano-aryjskich ksiąg wiedzy zapisanych złotymi runami na baranich skórach. Do dziś w Kolchidii, obecnej Gruzji, na granicy z dawną Sarmatią, mieszka lud Swanetów (Słanetów), który spotykamy też w Retii, zamieszkanej m.in. przez Vindelików (Wendo-Lachów).

Retia i Vindelicia

Mapa: Retia i Vindelicia

Należy też zauważyć, że Grecy łączyli Kolchidę z obecną w mitologii krainą Aja, celem wyprawy Argonautów po złote runo, co nam rozjaśnia trochę etnonim (L)ah-ajów – Danajów. Na mapie Retii widzimy też plemię Rucinates, które kojarzy nam się z Rusami. Nie każdy wie, że na terenie Armenii, sąsiadującej z Kolchidą, było królestwo Urartu, którym w VIII w. p.n.e. erą rządził nie kto inny jak Rusa I (od 735 r. pne), a po nim panowali kolejni władcy o tym samym imieniu.

Swoją drogą, prześledzenie mitu o Jazonie (jas – jasność, Jazygowie to odłam Sarmatów, Jassa to z kolei główny, jasny bóg Polaków według Długosza) i Medei (med – miód) wymaga bliższej analizy. Podobnie jak i inne greckie mity, np. o Prometeuszu – dawcy ognia i pisma, przykutego za karę do skały Kazbek (Tartar to góry Kaukaz) właśnie w Gruzji, Amazonkach wzmiankowanych w greckiej mitologii właśnie w Kolchidii, czy lokalizowanych tam Gigantach (Giants, Gigantes – Wielkich Antach-Enetach-Wenetach), Cyklopach, Gorgonie.

Niezwykle ciekawa jest też etymologia Kolchidy, którą niektórzy tłumaczą na Chaldoi (kowal), czyli Chaldeję (krainę Chaldejczyków), skąd miał przybyć biblijny Abraham (Kasdi znane też jako Chaldoi). Kolkhid natomiast oznacza kotlarza.

Biblia mówi o rasie gigantów znanej jako „Rephaim” (Reptilian?), która występuje również w mitologii greckiej, znanej, jako Arimaspianie, plemię jednookich ludzi, którzy mieszkali u podnóża gór Rhipaean (Ryfejskich), w północnej Scytii.

Niezwykle intersujące jest to, że plemię Swanów, zwane jest też jako Pasid (Phasians – Phasis), jak jeden z portów w Kolchidii. Rzeka Phasis (biblijna Pison) zwana była „Złotą Rzeką”. Phasis mi kojarzy się z imieniem Pasidan (Posejdon). Don, jak wiemy, oznacza po prostu rzekę, więc Pasi-Don to rzeka plemienia Pasis. Posejdon był także ojcem Kriosa Khysomallosa (Barana Złotego Runa, a także wiązano go z mitem Atlantydy. Gaj Aresa (Ar z grecką końcówką –es) również był lokowany w Colchis, ale to temat na oddzielną książkę.

Kolchidia

Mapa: Kolchidia i Iberia

Na mapie Kolchidii w starożytności widzimy też przy okazji, nazwy które znamy z innych części Europy, jak Iberia, czy Albania (Aeria). Ktoś je tam musiał zanieść, o czym też pisałem w książce „Rodowód Słowian”. Ze względu na pojawienie się nazwy Iberia w Galii, niektórzy być może błędnie lokalizowali tam „filary Herculesa”. Atlas był bratem Prometeusza, więc prawdopodobnie też jego legenda związana jest nie z Oceanem Atlantyckim ale Morzem Czarnym.

Podczas jednej z moich podróży do Gruzji (byłem tam 6 razy), odkryłem, że znajduje się tam też miasto Wani, zamieszkałe przez… Wanów, czyżby tych samych, co walczyli z Asami według skandynawskich sag? Jeżeli Asowie to Ariowie, czyli Persowie (piersi), a Wendowie (Słowianie) to szlachetni Wanowie (Panowie, bo wan=ban=pan, jak pal=bal, palka=walka).

W Biblii (Genesis 2:11) czytamy o Havilah – krainie, gdzie jest złoto, co niektórzy kojarzą z Colchią. To by nam wyjaśniało skąd Kolchidianie mieli zloto na złocenie run na baranich skórach.

W każdym bądź razie Pula to tak naprawdę Pola. W klasycznej starożytności zamieszkiwało tutaj plemię pod łacińską nazwą Histri, plemię weneckie lub iliryjskie zanotowane przez Strabo w I wieku n.e. Półwysep Istria został podbity przez Rzymian w 177 p.n.e.

Panonia

Panonia w I w. ne

W I w. ne. po zwycięstwie Octaviana nad Cassiusem i zburzeniu miasta, na życzenie córki cesarza Julii zostało ono odbudowane i nazwane Colonia Pietas Iulia Pola Pollentia Herculanea, w skrócie Pietas Iulia (obowiązek Julii). Kolonia była częścią regionu Venetia i Histria.

A teraz bomba. Co oznacza po łacinie „hister”? Ano dziwnym trafem „pan”, czyli Histria, Istria to inaczej Panonia. Taka nazwa znana jest co prawda dla obszaru położonego bardziej na północ, ale to stamtąd mają się według niektórych naszych kronikarzy wywodzić Polacy (polskie Pany). Hister, Ister to także łacińska nazwa dolnego Dunaju. Histriowie, czyli Danajowie to u Homera inna nazwa Achajów (Lachajów?). Zatem łacińskim odpowiednikiem nazwy Panonia jest Histeria. Czyżby to był źródłosłów dla wyrazu “historia”, który z przymrużeniem oka w wykonaniu co niektórych zacietrzewionych i upolitycznionych historyków można nazwać “histerią”?

Co istotne, podczas prac archeologicznych znaleziono tam część pomnika Apolla, którego już samo imię jest związane z rdzeniem *pol. A mit wiąże go z Hyperboreą i północą. Boreasza, greckiego boga północnego wiatru, nawet angielski Wikisłownik wyprowadza od słowiańskiego słowa „gora”. Niektórzy polscy kronikarze wywodzą nazwę Polan, nie od „pola”, ale od „polaris” – gwiazdy północnej. Coś za dużo tu przypadków. Zostawmy też na razie jakieś dziwne podobieństwa słowiańskiego opola do greckiego polis.

Jak widać jest wiele przesłanek świadczących o tym, że Słowianie (Sło+Wani, Swani = s+Wani, czyli „z Wanów”) to lud sarmacki wywodzący się z Kolchidii. Mogli oni przejść w pewnym okresie do Paflagonii i stamtąd pod nazwą Enetów ruszyli walczyć pod Troją. Potem dotarli nad Adriatyk, do Retii i potem nad Bałtyk, gdzie zmieszali się ze Staroeuropejczykami.

 

Tomasz J. Kosiński

24.02.2020

 

[1] https://la.wikipedia.org/wiki/Pietas_Iulia

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Pula

Wielka Lechia – wywiad z historykiem, czyli pleć pleciugo byle długo

Wideoprezentacje Wielka Lechia

Na YT na kanale wideoprezentacje znajduje się jeden z wielu filmików mających na celu wyjaśnić czym jest teoria Wielkiej Lechii, a demaskatorem rzekomych wymysłów na ten temat ma być historyk, nieważne jakiej rangi i z jaką wiedzą.

Wielka Lechia – wywiad z historykiem, czyli pleć pleciugo byle długo na YT

W filmiku pt. Wielka Lechia wywiad z historykiem, czyli Ator rozmawia z Pawłem Staszczakiem standardowo słyszymy same frazesy przeczytane z hejterskich blogów przez nikomu nie znanego, młodego człowieka, przedstawianego jako historyka, choć poza oprowadzaniem wycieczek, to żadnych badań on nie prowadzi, więc to raczej absolwent historii, a nie historyk.

Na pierwszy ogień idzie oczywiście Kronika Prokosza, która uznawana jest za Biblię Lechitów, choć ja i kilka innych osób uznawanych za zwolenników Wielkiej Lechii mamy sceptyczny stosunek do tego źródła, ale widocznie Wielka Lechia to tylko Bieszk i Szydlowski, reszta hop do tego samego wora.

Dowiadujemy się, że Lelewel był masonem, ale dobrym. Staszczak nie bierze pod uwagę, że słownictwo kroniki Prokosza jest współczesne, bo to przepisana kopia, dlatego rękopis jest na papierze, a nie pergaminie. Nikt nie twierdzi, że rękopis pochodzi z X wieku, ale że zawiera informacje pochodzące z kroniki z tamtego okresu. Kompilator z XVIII wieku mógł uwspółcześnić jej zapisy dla współczesnego mu czytelnika, by lepiej rozumiano te zapisy. Kwestia do ustalenia czy opierał on się na rzeczywiście istniejącej kronice lub jej kopii, czy to powymyślał opierając się częściowo na treściach innych zachowanych kronik, które zresztą komentator przytacza, nawet z XVI wieku. Twierdzenie, że ktoś może zakladać, iż cały tekst to jakiś artefakt z X wieku jest idiotyczne, a przypisywanie takiego poglądu Wielkolechitom jest celową manipulacją. Historyk Staszczak zrobił research na temat Wielkiej Lechii i Kroniki Prokosza, ale nawet nie wie, że rękopis znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej.

Ator tłumaczy, że polscy kronikarze zmyślali, bo potrzebny był nam mit założycielski. Zapowiada też zrobienie odcinka o tym dlaczego królom opłacało się wstąpić do unii chrześcijańskich państw. Według niego główny powód to fakt, że stawali się pomazańcami bożymi, dzięki czemu można było wprowadzić większy zamordyzm w celu zagwarantowania spokoju społecznego. Czyli nasz wideobloger pośrednio sugeruje, że demokracja wiecowa, czyli dzisiaj parlamentarna, to przyczyna niepokojów społecznych i lepsza jest monarchia absolutna.
Prowadzący wyraża natomiast wątpliwości dlaczego pewne rzeczy u uznanych kronikarzy jak Kadłubek i Dzierzwa są uznawane za prawdę, a te o Lechii nie.

Informuje widzów, że polska szlachta uważała się za potomków Jafeta, a chłopów za potomków Chama, stąd wieśniaków nazywano chamami, co miało pejoratywny wydźwięk, bo to Jafet był tym dobrym synem Noego, a Cham złym, którego powinna spotkać boża kara. Podkreśla tym oczywiście negatywny wizerunek szlachty polskiej, nie jako obrońców kraju i twórców jego dumnej historii, o której tyle nasz historyk plecie, ale jako wyzyskiwaczy chłopów, ochlajtusów i sprzedawczyków, którzy doprowadzili do rozbiorów. Oczywiście nasi sąsiedzi nie mieli wyjścia i w obronie tychże chłopów rozgrabili nasz kraj, uciskając ich potem jeszcze bardziej, a dodatkowo germanizując i rusyfikując.

Młody historyk twierdzi, że są źródła pierwotne z czasów podbojów Aleksandra Mecedońskiego czy Juliusza Cezara, w których nie ma mowy o Imperium Lechitów. Nie dopuszcza jednak myśli, że pojęcie Germania to termin geograficzny i tak go traktował jeszcze Helmold czy Adam z Bremy pisząc, że “Słowiańszczyzna to największa z krain Germanii”. Jeśli przyjmiemy, że Germania Liberia to rzymska nazwa Lechii, wtedy argumentacja Staszczaka i jemu podobnych historyków jest nieprawdziwa. Może też nie wie, że Grecy walczyli z Sarmatami o czym jest wiele wzmianek historycznych. Kwestia tylko do ostatecznego ustalenia czy Sarmaci to nie inna nazwa Lechitów.
Zresztą Hunowie też przed inwazją na Rzym w IV wieku nie byli wymieniani w rzymskich ani greckich pismach pod taką nazwą, a jednak nie wiadomo skąd się pojawili i doprowadzili do spustoszenia Imperium Rzymskiego.

Argumentem za germańskoscią Gotów ma być język z Biblii Wulfilli zapisany wymyślonym przez niego alfabecie, dziś nazywanym gockim, choć jak wiemy mieli oni swoje runy i poza sztucznie stworzoną w tymże wymyślonym alfabecie Biblią nie mamy innych artefaktów w nim zapisanych. Ojcze nasz po gocku ma być zdaniem Staszczaka identyczne jak po niemiecku. Oj chyba nie widział tego tekstu, który jest tak samo podobny do staroniemieckiego jak i starosłowiańskiego.

Historyk wypowiada kolejny frazes, jak turbogermańską mantrę, że genetyka nie determinuje etnosu, ale to samo można powiedzieć o skorupach czy zapiskach historycznych, na których jednak sam opiera swoją wiedzę o migracjach i siedzibach poszczególnych grup etnicznych. Jednocześnie przyznaje, że na naszych ziemiach istniała kilkutysięczna ciągłość osadnicza.
Podaje jakieś absurdalne przykłady, że Grecy podbici przez Turków, mimo innych genów stali się muzułmanami, tak jak porwane przez Niemców polskie dzieci czują się teraz Niemcami, bo zostały wychowane w niemieckiej kulturze.

Wystarczy jednak podać przykład Wojciecha Kętrzyńskiego, który był zgermanizowanym Polakiem, a gdy dowiedział się o swoich korzeniach, przyjął polskie nazwisko oraz zaczął pisać o polskim dziedzictwie. Podobnie rzecz się miała z wielu innymi przymusowo ukulturalnianymi ludźmi, co pokazuje, że przywiązanie rodowe jest silniejsze niż narzucona kultura.

Ator przyznaje, że Rzymianie zakłamywali fakty o barbarzyńcach w obawie przed ich odmiennymi zasadami społecznymi, które mogłyby zarazić Rzym, np. równouprawnienie kobiet, co nasz specjalista od historii zbywa milczeniem.

Sprawę bitwy nad Tollense nasz, kompletnie nie zorientowany w wynikach badań genetycznych znalezionych tam szkieletów, historyk podsumowuje jedynie, że ona się wydarzyła, choć nie ma o niej zapisów historycznych. Ojej, czyli dla historyków nie powinna istnieć, dlatego więcej nic nie mówi na jej temat i nie wspomina, że w pierwszym komunikacie podano, iż znaleziono materiał genetyczny podobny do współczesnych Polaków, Skandynawów i ludów z południa Europy.

Nie zauważa, że skoro w Biblii jest zapis, że Samson przybył do Lechii to kraina ta musiała się tak nazywać przed jego przybyciem, a on tylko według tego opisu nazwał samo wzgórze Ramat Lechi, czyli Lechickie Wzgórze jako miejsce, gdzie pokonał Filistynów. Jeśli ktoś chce wierzyć, że zrobił to oślą szczęką to już jego sprawa. To, że w obecnym słowniku hebrajskim “lehi” znaczy szczęka, nie oznacza, że to od szczęki powstała nazwa krainy. Zapewne i samo wzgórze też ma podobny, lechicki rodowód, a Żydzi obcą nazwę skojarzyli ze swoim słowem “szczęka” i wymyślili bajkę o Samsonie pokonującym tam Filistynów. Historyk każe nam jednak wierzyć w cudowną moc oślej szczęki. Dziękujemy.

Poczet jasnogórski nazywa XVIII-wieczną propagandą i galeryjką. Jak widać ma “duży” szacunek do pielęgnowania tradycji historycznej przez środowiska kościelne.

Oczywiście młody historyk stwierdza jednoznacznie, że na tablicy na kolumnie Zygmunta III Wazy w Warszawie jest zapis, że był on 44 królem Szwecji. Nie wyjaśnia, że tablica dotyczy króla Polski, a  w ówczesnych pocztach wymieniano akurat 44 władców naszego kraju i że ta zbieżność z tym, że to w Polsce panował 44 lata, a w Szwecji tylko kilka, miała tegoż króla czynić kimś wyjątkowym, jak pisał Mickiewicz “a liczba jego 44”.

O mapie Lechia Empire mówi, że wiele osób uznaje ją za autentyk, choć mało kto tak kiedykolwiek twierdził. Nawet Bieszk podkreślał, że to amatorska rekonstrukcja, ale zgodna z prawdą historyczną. To krytycy teorii Wielkiej Lechii na siłę i celowo forsują wersję, że ma to być największy dowód na istnienie Imperium Lechitów w celu ośmieszenia jej zwolenników.

Wiąże także błędnie nazwę Lechów z Lędzianami plotąc coś bez przekonania, że to oni, a nie Polanie mogli założyć Państwo Piastowskie, bo na istnienie Polan nie ma dokumentów. Aktu urodzenia Mieszka I też nie ma, co nie znaczy, że spadł z nieba. Ale logika jak widać rzadko towarzyszy rozważaniom historycznym naszych “uczonych”. Poza tym o przodkach Mieszka I pisał chociażby Widukind, więc czemuż to historycy uważają ich za postacie legendarne?

Staszczak ironicznie pyta dlaczego Kościół nie zniszczył informacji o innych pogańskich imperiach, jak Babilonia, Egipt, Grecja czy Rzym, na co akurat Ator mądrze odpowiada, że tamte imperia nie istniały już w czasach tworzenia potęgi kościelnej, więc nie stanowiły takiego zagrożenia jak oporni Słowianie.

Historyk w równie ironiczny sposób pyta czemu to, co znamy o Lechii zostało zapisane przez kościelnych duchownych, skoro to Kościół miał niszczyć ślady po jej istnieniu. Prowadzący znów prosto mu odpowiada, że widocznie nie wszystko udało się zniszczyć. Swoją drogą obaj panowie nie zauważają, że w Kościele też istniały różne frakcje oraz, że pismo od wieków, także w czasach pogańskich, było domeną kapłanów, gdyż miało charakter głównie sakralny, jako pochodzące od Boga i jemu przeznaczone, stąd napisy na nagrobkach, czy pod posągami idoli.

Na koniec Staszczak gra już wyraźnie katolicką kartą o 1000 letniej dumnej historii Polski od czasów Mieszka I, a doszukiwanie się wcześniejszych przejawów istnienia jakiejś państwowości na naszych ziemiach nazywa “dorabianiem protezy historycznej”.

Na dobitkę, mimo przytaczania wcześniej kościelnych kronikarzy piszących o Lechii, którym zarzucał patriotyczne fantazjowanie, stwierdza, że początki mitu Wielkiej Lechii wywodzą się z rosyjskiego panslawizmu, wykazując się zarówno brakiem zrozumienia i genezy powstania obu idei, jak też nieznajomością sceptycznych wobec Rosji poglądów jej wielu obecnych zwolenników, jak chociażby Szydłowski czy Białczyński.

By uwiarygodnić swoje dyrdymały, Staszczak przyznaje, że jego opinia opiera się na opini innych uznanych historyków, bez podania ich nazwisk, którzy nie byli jego zdaniem przekupieni. Ciekawe jakiż to uznany historyk twierdzi, że napis na tablicy na kolumnie Zygmunta III Wazy o 44 królu Polski dotyczy tylko panowania w Szwecji? Nie zauważa, że jest to powielanie paradygmatów naukowych  i bzdurnej argumentacji internetowych hejterów podających się jak on sam za historyków. Historia jest i była upolityczniana, a ci, co nie potrafią sami myśleć niezależnie robią za użytecznych idiotów, powielających stworzone ze względów politycznych frazesy i kłamstwa.

Cały wywiad to żenujący pokaż ignorancji i arogancji środowiska krytyków Wielkiej Lechii. Widać nawet, że samego prowadzącego nawet te oklepane banały i oskarżenia nie przekonały. Czekamy na kolejnych odważnych historyków, którzy w podobny sposób chcą się ośmieszać firmując dogmaty rodem z zaborów.

Może też ktoś wpadnie na pomysł, by zaprosić przedstawicieli obu stron sporu. No ale przecież polemika z głupstwem nie ma sensu, lepiej i bezpieczniej pleść swoje. A nuż to głupstwo wykazałoby kto tak naprawdę plecie głupoty.

Tomasz J. Kosiński

21.02.2020

Czy Marbod to Krak?

Marobud

Marbod, według oficjalnej wersji historii i Wikipedii to łac. Maroboduus, z celt. Wielki Kruk (ur. ok. 30 p.n.e., zm. 37 n.e. w Rawennie) – władca (król) plemienia Markomanów.

Może tu chodzić o Kroka-Kraka znanego z czeskich i polskich legend. Czescy kronikarze pisali, że Krok (Kruk) założył Bohemię, czyli pierwsze państwo czeskie. Legendy mówią też, że Krak wrócił w rodzinne strony, a nie przyszedł z jakiegoś obcego kraju, co by też pasowało do życiorysu Marboda. Wiele wskazuje na to, że to celtyckie imię Kraka, a Markomani to nie plemię germańskie, w rozumieniu protoniemieckie, ale jedno protosłowiańskich.

Czesi uważają Marboda za króla Morawian, czyli de facto pierwszego władcę Czechów.[1]

Zresztą celtyckość Bojów (Wojów, Bojowników) też jest wątpliwa i opiera się tylko na odkryciach archeologicznych, które można różnie interpretować, bo nieznany jest ich język, choć miano mają na wskroś słowiańskie.

[1] https://zpravy.tiscali.cz/marobud-prvni-cesky-kral-barbar-spise-rodem-nez-rozumem-272530

 

 

Suewowie to Słewowie (Slowianie)

Suevi Galicja

Kiedyś Adrian Leszczyński słusznie zwracał uwagę na słowiańską etymologię władców Wandalów. Nie wszystkie jego rekonstrukcje są według mnie trafne, ale chwała mu za rozpracowanie tego tematu i obnażenie kolejnego turbogermańskiego kłamstwa.

Sama nazwa Wandalów wywodzi się zapewne od Vindelici, gdzie Vinde oznacza Wenetów (Wendów), a Lici – Lechów, jak dawniej po łacinie zwano rzekę Lech – Licus, co widać na mapach, a pisał o tym także J. Bieszk. Zatem Wandalowie z łacińska to Wandalici, a z polska Wendolechici. A z racji, że greckie lexi to słowo, możemy zakładać, że Lechowie to Sławowie, a Słowianie to Sławo-Wanowie (Wenetowie – Wandowie). Tak więc etnonim Wandalowie to synonim Słowianie.

Należy przy tym dodać, że według mnie “sława” to “mowa”, bo “sławić” to “mówić” dobrze o kimś, o czym, stąd mamy też czasownik “wysławiać się”, które to słowo z czasem zaczęto uznawać też za synonim terminu “chwała”. Dlatego Sławianie i Słowianie to synonimy i spór w kwestii, która nazwa jest bardziej właściwa uważam za nieporozumienie.

Równie przekłamaną nazwą jest etnonim Swebowie, powstały od łacińskiego zapisu Suevi, Seuvi, co wynikało z faktu, że w łacinie nie było Ł ani W, które to głoski wyrażano literami U lub B. Nawet J. Grimm, ojciec niemieckiej lingwistyki uznawał, że Swewowie to Sławowie. Jakoś jednak Niemcy go nie chcieli słuchać i zrobili ze Sławów – Swabów (Schwabów – Szwabów).

Przyjrzyjmy się zatem imionom niektórych sławskich władców w Galicji:
• Hermeryk (co najmniej 409-438) – to skrócona wersja imienia Hermanaryk, her – hora, góra, man – mąż, ryk – ryczący, czyli to Ryczący Góral. Prawdopodobnie słowo ryk – ryczący było synonimem określenia groźny. Wojownicy ruszali do boju z wrzaskiem, którym próbowano wystraszyć przeciwników. Dlatego innym określeniem woja był rycerz, od czes. řiči, ros. reči, stpol. rzec – mówić, krzyczeć.
• Rechila (438-448) – Reczila(h), tj. Mówiący (Ryczący) Lach, bo rdzeń *rech to psłow. *rekti ‘mówić, powiedzieć, nazwać’, stpol. rzec (stąd też rechotać), stczes. řéči, řku, czes. řiči, řeknu ‘powiedzieć; dać nazwę, nazwać’, ros. reči, rekú ‘mówić, powiedzieć’, pokrewne z lit. rěkti ‘krzyczeć’, a dalej też m.in. z goc. rahnjan ‘liczyć’; pie. *rek- ‘krzyczeć, mówić’. W drugim rdzeniu tego imienia *la(h), głoska H jest niema, dlatego też często ją pomijano w zapisie. Reczila jest skrótem od Reczilach, zapisywanej w łacinie, jako Rechilach (Rechilah). Wiązało się to zapewne z odmianą gramatyczną przez przypadki tego imienia, jako Reczila, Reczilą, Reczile, jako prostszej aniżeli Rechilachem, Rechilahu (Rechilahowi).
• Rechiar (448-456) – to imię potwierdza nam etymologię Rechila, gdyż tutaj drugi rdzeń nawiązuje do synonimu Lacha, czyli Ar – Aria. Jest to zatem Recziar, Mówiący Arianin. Sławowie w Galicji, jak wiadomo, przyjęli arianizm, więc rdzeń *ar w ich imionach nie powinien dziwić.
• Framtan (457) – możliwe, że to Pramtan, bo znana jest oboczność F=P, a *pram może być skrótem od pramyj – prawy, sprawiedliwy, dumny (jak Priam), natomiast *tan to toń, nurt (jak Tanais, taniec), byłby to zatem Prawy Nurt. Może to nie jest pierwotne imię, a tylko przydomek, który wziął się stąd, że rządził on tylko na terenach w dolinie rzeki Duero, kto wie czy nie właśnie po jej prawej stronie.
• Maldras (456-460) – Mal to mały, *dras – drago, smok (drapieżca, od drapania, pazurów), zatem to Mały Smok.
• Frumar (460-464) – znany też jako Frumariusz, więc etymologia tego imienia może się wiązać, podobnie jak u Framtana, ze słowem pramyj, zatem to Prawy Arianin.
• Rechimund (460-co najmniej 468) – wiemy już, że *rechi to reczi, czyli mówić, ale *mund, kojarzone z marszu z niemieckim pochodzeniem, jest po części prawdziwe, gdyż jest to zapożyczona przez plemiona teutońskie zlatynizowana wersja słowiańskiego słowa „mundry” – mądry, zatem chodzi tu imię o znaczeniu Mówiący (Ryczący) Mędrzec, albo Mądry Mówca.
• Chararyk (ok. 550-559) – *chara to oczywiście hora, góra, a ryk – ryczący, więc to po prostu jeszcze krótsza wersja Hermanaryka i Hemeryka, bez rdzenia *man, czyli to też Ryczący (Groźny) Góral lub Rycerz z Gór., ewentualnie Wielki Rycerz.
• Teudemir (561/66-569) – Ludomir, od teut – lud (od tego rdzenia pochodzi nazwa Teutonów – ludzi znad toni, wody), przy czym należy zauważyć, że imię Teuta nosiła iliryjska królowa i ma ono praidoeuropejskie pochodzenie – pie. teut – plemię.
• Miro (569-583) – jeśli ktoś próbuje to imię wyprowadzać z jakichś wymyślonych nibygermańskich słów, zamiast od słowiańskiego słowa *mir, to ewidentnie stosuje antysłowiańskie zabiegi, a z ludzi czyni idiotów.
• Eboryk (583/84) – wygląda to na skrót od Neboryk, czyli byłby to Niebiański Rycerz.

Chyba jasno widać, że zarówno sam etnonim Sławowie (Swewowie) jak i imiona sławskich władców, są słowiańskie, zatem i sam lud Swewów możemy uznać za Słowian.

 

Tomasz J. Kosiński

20.02.2020

 

Wandiluzja Wilhelma Tella polskiej archeologii

Okładka Wandaluzja

Juliusz Prawdzic-Tell na swej stronie wandaluzja.pl tworzy nową mitologię polską na bazie własnych wymysłów, luźnych skojarzeń i wybiórczego doboru faktów. Rzadko podaje źródła swych rewelacji. Jego teksty to bezładny zapis myśli, bez stylu, bez porządku, bez sensu.

Poniżej próbka jego możliwości erudycyjnych ze Wstępu do Wandaluzji:
“Wg Prometeomachii to król Egejów Prometeusz, który zbudował obecną katedrę w Palermo, chcąc zdobyć metalurgię brdneńską wyprawił się do Czech przeciw Trytonowi, któremu w sukurs podążył Chejron z Jutlandii, który przegrał. Wobec tego do Bohemii popłynął Łabą król Hellenów Posejdon, który pojmał Prometeusza. Posejdon, panując nad kilkoma metalurgiami, zbudował miasto, które nazwano Posonium-POZNAŃ.   Architektury Prometeusza i Posejdona były STROPOWE i zachowała się jako kościoły targowe, administrowane w średniowieczu przez dominikanów. Pałac Posejdona w Poznaniu zachował się jako obecny klasztor jezuitów a jego grobowiec był w kaplicy II na Ostrowie, którą rozebrała Dobrawę na mauzoleum dla siebie w postaci obecnej kaplicy Mariackiej (III). Rynek we Wrocławiu budował zięć Posejdona Tymoteusz….” itd.

Również zdolności etymologiczne autora przebijają wszystkich. Pierwszy przykład z brzegu: “Jan Luksemburski zburzył zamek GARGAMELL w Krakowie oraz zdobył Sieradz, Wenedę i Płock. Sieradz i Wenedę kazał rozebrać na cegłą dla Królewca a Megalityczny Płock na WAPNO. To co zostało z Wenedy nazwał Big Ghost czyli Bydgoszcz.” Dobre, król z niemieckiego rodu w XIV wieku nazywa rzekomo zburzone miasto w Polsce po angielsku.

To jeszcze nic, etnonim Cymbrów wyprowadza od… Cymbałów, a nazwa Neurowie, użyta przez Herodota może, według Prawdzica, pochodzić od Góry Narad w Poznaniu, gdzie był Sejm. Arminiusz to Armeńczyk, Odoaker – Odyniec, a Skarb Nibelungów to Skarb Niebłogi. Takich “potworków” słownych będących efektem jego pseudoetymologicznych rozważań jest u Prawdzica cała masa.

Okazjonalnie zdarza mu się przytoczyć jakieś źródło dla uwiarygodnienia swoich wynurzeń, jak choćby: “Tą kwalifikację potwierdzają też dane, że pod Troją byli Słowianie (Strzelczyk J., Od Prasłowian do Polaków; Dzieje Narodu i Państwa Polskiego, KAW Kraków 1987, s. 21).” Problem tylko w tym czy w tym źródle rzeczywiście znajduje się to, o czym pisze nasz fantasta. Jeśli Strzelczyk rzeczywiście wspominał  gdziekolwiek i kiedykolwiek na poważnie o Slowianach pod Troją, to odszczekam wszystko, co pisałem złego na jego temat.

Jakże miło czyta się nie tylko o Frygach z Pragi, Kroku-Kronosie, albo o starożytności mojego rodzinnego miasta Kielce, tyle tylko, że to bzdury jakich mało: “Panowało przekonanie, że wojna trojańska była światową wojną przeciw hetyckiemu monopolowi żelaza i stali, ale okazało się, że Imperium Hetyckie było bliskowschodnim dystrybutorem Żelaza Ryskiego i aryjskiego stalownictwa kieleckiego. Potentatami były Żelazo Gdańskie i stalownictwo śląskie, toteż gdy doszło do porozumienia między Rygą a Kielcami oraz Wrocławiem i Pragą to między tymi lwami musiało dojść do śmiertelnej walki, którą zażegnał Achilles z Pragi wywołaniem Wojny Trojańskiej.”

Jego wizję historii możemy nazwać Wandiluzją. Nawet przy dużej chęci i sympatii dla lechickiej idei nie da się tych fantasmagorii traktować poważnie. Jest tyle nieodkrytych i zakłamanych spraw z naszych dziejów, że tworzenie nowych wymysłów i dziecięcych interpretacji jedynie gmatwa całą sprawę i wygląda, albo na celową robotę ośmieszenia teorii Wielkiej Lechii, albo produkt schizofrenicznego umysłu autora.

Prawdzic przedstawia się jako naukowiec, a dokładniej archeolog reprezentujący
Lwowsko-Wrocławską Szkołę, której przedstawicieli “wytruto jako nacjonalistów i został Tylko On”. Cud po prostu, albo oszczędzono go, bo nie był nacjonalistą, czyli patriotą polskim. Ma być kolegą m. in. Kostrzewskiego i Szczepańskiego, autorem książek i artykułów naukowych. Jeśli to prawda, to można pogratulować polskiej nauce takich przedstawicieli. Przy nim “niedouczeni” turbolechici, w ocenie turbogermanów, jak Szydłowski, Bieszk, czy Białczyński, to profesorowie.

Książkę Prawdzica wydało katolickie wydawnictwo “Powrót do natury”, co też daje do myślenia.

Jego praca intryguje i może inspirować do dalszych poszukiwań, ale trzeba uważać, by w procesie szukania prawdy nie wpaść we własne sidła, tak jak Prawdzic. Zastępowanie kłamst fantasmagoriami jest iluzją prawdy, wandalstwem naukowym, Wandiluzją.

Tomasz J. Kosiński
17.02.2020